OKIEM NESTORA I SABY


Stało się. Dopadła nas bezsilność, zobojętnienie. Wierzyliśmy w ludzi, kochaliśmy ich. Potrafiłem przeskoczyć najwyższy płot, kiedy tylko zauważyłem moją ukochaną wolontariuszkę - Klaudię. Miało być jeszcze lepiej. Zabrano nas do tymczasowego domu "Bezpieczna przystań". Tam mieliśmy spokojnie i godnie czekać na ludzi, którzy nas zaadoptują. Jednak nie czekaliśmy na ten moment z niecierpliwością. Dlatego, że dostaliśmy wszystko o czym nawet nie marzyliśmy. Dwóch "tymczasowych właścicieli" kochało nas i inne psy. Wszystko robiliśmy razem. Spacery, wspólne drzemki w łóżku, smakołyki. A co najważniejsze czuliśmy się bezpiecznie. Jednak nagle coś się zmieniło, nie rozumiemy dlaczego. Stopniowo ograniczali jedzenie - a przecież otrzymywali karmę ze schroniska w Gaju. Zaczęli lekceważyć schorzenia jakie zaczęły nam dokuczać. Nie byli już tak kochający jak na początku. Po wyprowadzce "właścicielki" było już tylko gorzej. Nasz opiekun pozostawił nas samym sobie. Nie było nic. Tylko głód, chłód, choroba i smutek. Tak bardzo ich kochaliśmy, byliśmy wierni, a nawet wtedy zamknęli kumpla foksteriera w piwnicy. Straciliśmy siły, ciężko było utrzymać się na łapach. Znów trafiliśmy do Gaju...

Mamy co jeść. Jesteśmy w trakcie leczenia. Wolontariusze wyprowadzają nas na spacery. Niektórzy nawet przerywają rowerowe wędrówki i robią u nas postój. Specjalnie ustawiono odpowiednie stojaki, żeby było im wygodniej. Co niektórzy nawet zabierają naszych współlokatorów do towarzystwa! Ile frajdy sprawia im trucht przy rowerze. Świeże powietrze, ruch i człowiek, który jest bardzo miły i troskliwy. To wspaniałe być zauważonym i jeszcze mu towarzyszyć!

Takie szczęście miał Ares.  Został zauważony i ma dom. Jednak nie zapomina o nas. Wyobraźcie sobie, że spacerując z nową panią, zawsze wpadnie do schroniska. Chętnie nas odwiedza, obwącha stare kąty i maszerują dalej. Nawet gdy jego pani spieszy się i nie ma czasu na wizyty, to Ares i tak robi po swojemu. Musi do nas zajrzeć. Fajnie, że ma dobre wspomnienia z Gaju.

Nie każdy ma szansę na nowy dom. Choć niektórzy mają odrobinkę szczęścia i są adoptowani wirtualnie. Taki wirtualny właściciel wspomaga tyle ile może. Systematycznie odwiedza. Spędza czas ze swoim wybrankiem. Towarzyszy mu w lepszych i trudniejszych momentach. Jeśli ktoś z jakiś powodów nie może nas wziąć do domu, to cieszymy się z takiej formy wirtualnej adopcji.

Ale najlepsze przed nami - słyszeliście o Gajowym spacerze?  Odbędzie się 20 maja o godz. 11:00. Możecie nawet zabrać własne czworonogi, chętnie ich poznamy :)

Już nie możemy się doczekać!

Chcesz pomóc?

Nasi podopieczni docenią każdą pomoc!

Dowiedz się jak pomóc